...czyli o życiu emigrantki.
Blog > Komentarze do wpisu
Zupa marchwiowa...

Zdawalo mi sie kiedys najdziwniejsza rzecz na swiecie jak zobaczylam w skiepie po raz pierwszy. Dzisiaj? jedno z ulubienszych moich dan. Marchwiowa z kolendra. Mniam :-)

 

 A co do pozostalych zagadek kulinarnych Kraju Albionskiego to... coz... nie tak wiele znow moge powiedziec, bo na sama mysl mi sie odechciewa kupowania pewnych potraw i gotowych posilkow (ktorych tutaj w brod!). Wszystkie wypieki maja dla mojego wysublimowanego podniebienia smak jeden - slodki. I to taki slodki, ze az slodki (jak to Prababcia zwykla mowic). Czsem kilka rodzynek wrzuca, czasem drzem albo inne nadzienie budyniowe lub owocowe w ciastku sie znajdzie. A ciastka wygladaja zawsze imponujaco i masy oraz lukier kolory maja nie z tej Ziemi. Ja sie tylko pytam - po co ten lukier wszedzie? I to taka warstwa? Ja to jestem przyzwyczajona do subtelnych waniliowych smakow, albo zdecydowanych owocowych, albo nawet do zwyklej drozdzowki czy paczka. Tylko bez lukru prosze! I bez tej masy okropnej! Ble... (jak to dobrze, ze utrata wagi mi nie grozi i nigdy nie bede musiala sie zmuszac do jedzenia tutejszych slodyczy!)

 A moj kochany Alistair ... (bo tak go zwac tutaj bede, bo to tak nawiasem jego prawdziwe imie jest; poza tym jest tak mega-smieszne, ze nie moge sie powstrzymac)... no wiec Alistair uwielbia misie zelki. Takie jak to u nas dzieci jadaja. Tu wszyscy zelki lubia. I czekolade. A najbardziej to pieja jak Wedla przyniose do szkoly. Tesciowa tez uwielbia. Ha. Nie ma to jak polski wyrob. Duma mnie rozpiera :-)

Z innych cudow kulinarnych pozywiaja sie Anglicy 'baked beans' czyli fasolka malutka w sosie pomodorowym. Na sniadanie typowo, ale Alistair i ja na obiad/objad (bo sie mozna objadac) wolimy. U nas w POlsce takich ciezkich sniadan sie nie jada chyba, prawda? A tu tradycyjne to naprawde - fasolka, jajko sadzone, waffle (czyli frytki w ksztalcie gofra), kielbaska smazona, razem ze smazonym pomidorem i grzybami. Musze przyznac, ze jak jezdzimy na weekendy czy wakacje, np. do Szkocji to takie sniadanka sa zawsze i wszedzie i my wtedy tez takie wcinamy. Jakos na wakacjach to bardziej pasuje :-)

Generalnie rzecz biorac wszystkie co mozna, Brytyjczycy smaza. Frytki na obiad to u moich tesciow norma.

A gotowe posilki... do wyboru do koloru. Wszystko, wszedzie dostepne; napakowane sztucznosciami, przetworzone w niewiadomo jaki sposob, gotowe po 5 minutach spedzonych w mikrofali. No i jak ten narod ma byc zdrowy i szczuply?

Choc z drugiej strony ja sie tak nie odzywiam a ani zdrowa ani szczupla tez nie jestem. Ewa opowiadala, ze komustam w UK jablka staly 3 tygodnie. Mnie nawet przeterminowane jogurty i soki stoja w lodowce jeszcze ze 3 tygodnie po dacie waznosci i jeszcze nigdy sie nie strulam. Wszystko chyba sztuczne i nafaszerowane swinstwem przedluzajacym zywotnosc.

A z trzeciej strony moi tesciowie przez cale zycie jedza smazone (to tesc) oraz ciastka (to o tesciowej - sniadanie, obiad i kolacja to po prostu inne ciastka i desery - oczywiscie wszystko zawsze kupne!). I maja sie swietnie.

Hmmm... Zagadka niewyjasniona.

 

 

niedziela, 22 czerwca 2008, zupa.marchwiowa